Właśnie. Co ma wspólnego?
W 2008 roku namówiliśmy Wiktora by założył narty. Rzeczywiście trudno było go przekonać, ale w końcu po kąpieli w piżamie założył buty, potem narty i jak słoń w składzie porcelany spacerował po długim korytarzu domu naszej Cioci Ali na południu Polski :) Następnego dnia kilka razy zjechał z górki dla dzieci w Białce Tatrzańskiej. Zaakceptował.
PostanowiliÅ›my kontynuować naukÄ™ w tym sezonie zimowym. Wiktor jeździÅ‚ do Sopotu Aleksym i razem uczyli siÄ™ jeździć w asyÅ›cie naszego przyjaciela Marka Holi – najlepszego narciarza wraz z córeczkami MarysiÄ… i WeronisiÄ… (dla nas to zÅ‚ote medalistki w narciarstwie).
Pierwsze kroki Wiktora widziałam na początku sezonu, grudzień 2009, a ostatnie w zeszłym tygodniu.
ByÅ‚am pod wielkim wrażeniem; Wiktor byÅ‚ spokojny, opanowany, skoncentrowany, zafascynowany… PoczÄ…tkowo myÅ›laÅ‚am, że być może zjadÅ‚ potajemnie czekoladkę i wzrósÅ‚ mu poziom cukru we krwi :) Ale nie.
Oczy Wiktora wyglÄ…daÅ‚y jak oczy Marcina Wyrostka, przepeÅ‚nione pasjÄ…. CoÅ› Å›cisnęło mnie mocno za serce, nie mogÅ‚am uwierzyć, zresztÄ… kilka razy pytaÅ‚am Wiktora, czy przypadkiem coÅ› go nie boli. Wszystko byÅ‚o dobrze. Po wypiÄ™ciu nart nasz “Å‚obuz” powróciÅ‚ :)
Pasja… To niesamowite. Teraz wiem, że jest szczęśliwy.







