W Londynie zatrzymaliśmy się u zaprzyjaźnionej rodziny, która jest w posiadaniu 3 cudownych dziewczynek. Wiekowo bardzo zbliżonych do naszych chłopaków.
Wiktor był bardziej świadomy co go czeka, niż antoś. Wiedział gdzie jedzie i kto na nas czeka, znał imiona wszystkich domowników :-)
DojechaliÅ›my na miejsce. Na lotnisku towarzyszyÅ‚ nam tata gromadki. PrzesadzaÅ‚ nas z pociÄ…gu do metra, a potem z metra do samochodu. Dla Wiktora byÅ‚a to droga peÅ‚na atrakcji. DotarliÅ›my na miejsce. CzekaÅ‚a na nas ciepÅ‚a zupa, 3 usmiechniÄ™te dziewczyny i podekscytowana mama :) Dziewczny miaÅ‚e spore zaplecze zabawkowo – rozrywkowe, wiÄ™c chÅ‚opaki zostali wchÅ‚oniÄ™ci przez dobrodziejstwa pokoju zabawowego :-) A my przystÄ…piliÅ›my do oswajania siÄ™ z nowym otoczeniem, mieszkaÅ„cami, przeciwnym ruchem ulicznym oraz dwoma kurkami w zlewie etc.
Wspomnienie naszego pobytu w Londynie bardzo nas rozczula, szczególnie, że towarzystwo dzieciaków przypadło sobie do gustu. Wiktor przez pierwsze 3 dni zachowywał sie jak zdrowe dziecko, nie miał napadów złości, nie irytował go brak rutyny, planu etc. Dwa ostatnie dni już były męczące, dla niego kolejne muzeum, szum, pewnie też spadła mu adrenalina. Kontrolował się.
Do jednego z muzeum, Muzeum Techniki zabraliśmy najstarszą latorośl o imieniu Ela (rok młodsza od Wiktora). Szybko się ze sobą zaprzyjaźnili, aż do tego stopni, że kiedy Ela zasnęła w metrze, Wiktor też udawał, że śpi i zarówno siebie, jak i Elę próbował przykryć bluzą. Na chodniku trzymali się razem za ręce i wspólnie skakali po kostkach. Wygłupiali się, śmiali, biegali za sobą. Widok bezcenny.
Kolejnego dnia do muzeum pojechaliÅ›my sami, bo Ela rozpoczynaÅ‚a rok szkolny. Pierwszoklasistka. Ela bardzo chciaÅ‚a, by Wiktor odprowadziÅ‚ jÄ… rano na zajÄ™cia. Wiktor dzielnie wstaÅ‚ wczeÅ›niej, nawet przerwaÅ‚ swoje Å›niadanie i oÅ›wiadczyÅ‚:”Mamo, chrupeczki dokoÅ„czÄ™ później”. WziÄ…Å‚ ElÄ™ za rÄ™kÄ™ i powÄ™drowali do szkoÅ‚y.
Podczas naszej wycieczki do muzeum Wiktor czÄ™sto zadawaÅ‚ mi pytanie: „Mamo, gdzie jest moja Ela?”. ChciaÅ‚ szybko wracać do domu, by móc siÄ™ z niÄ… bawić. Podczas zabawy z ElÄ… Wiktor odrywaÅ‚ siÄ™ na chwilÄ™, by dostymulować siÄ™, a po kilku minutach wracaÅ‚ do wspólnych aktywnoÅ›ci. Te chwilowe wyrażania emocji nie onieÅ›mieliÅ‚y Eli i chÄ™tnie wracaÅ‚a do zabawy z Wiktorem. Przed porÄ… snu, dzieciaki kÄ…paÅ‚y siÄ™ razem w wannie, jadÅ‚y wspólnie kolacje (Wiktor:”Mamo, ja też chcÄ™ jeść kolacjÄ™”, „Mamo, ja też chce, tak jak Ela”) i zasypiali w osobnych łóżkach.
Dla nas były to widoki niezwykłe. W takich właśnie momentach przychodziła nam na myśl przyszłość Wiktora. Nie mieliśmy już strachu w oczach, czy sobie poradzi. Dzisiaj wiemy, że ma ogromną na to szansę.
Pożegnanie dla nas nie byÅ‚o Å‚atwe. Jeszcze przez kolejnych dni żyliÅ›my atmosferÄ… „peÅ‚nej chaty”. Dzieciaki wróciÅ‚y do pustego pokoju, do swoich zabawek. Pierwsze pytanie Wiktora po powrocie byÅ‚o: „Mamo, kiedy pojedziemy do Eli? Jutro?”. Wiktor wspomina ten pobyt bardzo czÄ™sto; kiedy odbieram telefon, pyta czy dzwoniÅ‚am do Eli.
Szczęśliwie mamy samoloty. Chociaż nigdy wcześniej nie myślałam o tym, że Wiktor jest gotowy, że może mieć przyjaciela. Podróże kształcą.
Z tego miejsca chcemy podziękować wszystkim domownikom, małym i dużym za super opiekę nad nami, nakarmienie nas i spędzanie z nami czasu. Ten dom to na pewno jeden z tych punktów na mapie, do którego będziemy wracać :-)














 
27 wrz 2011 o 9:01
Madziu, cudownie sie czyta takie wiadomosci :)